19.09.2017

Miniaturka: "James Evans"

Bierzemy pod uwagę drugie zakończenie.

Gdy tylko Harry trafił do studia nagraniowego, gdzie dostał stałą pracę, wszyscy wiedzieli, że właśnie spełnia się jedno z jego największych marzeń. Dość szybko ze zwykłego parobka stał się najpierw pomocnikiem producenta, a później samym producentem znanym pod pseudonimem artystycznym James Evans. Szefostwo studia nagraniowego najwyraźniej dostrzegło jego pasję i zaangażowanie, postanawiając dać mu szansę wykazać się jako wolny strzelec. Chłopak brał pod skrzydła artystów i zespoły opierające się na muzyce rockowej i metalowej, czując się w tym zakresie najlepiej. Zwykle dobrze dogadywał się ze swoimi podopiecznymi i proponował unikalne rozwiązania, które najczęściej były strzałami w dziesiątkę.
To, jak Kobra mówił o swojej pracy, pokazywało wszystkim, jak bardzo kocha to, co robi. Potrafił ględzić o tym godzinami, co czasami nudziło nawet Nicole.
Dlatego wszyscy zauważyli, że coś jest na rzeczy, kiedy z czasem zaczął mówić coraz mniej, a niekiedy nawet unikał tematu. Gdy wszyscy spotkali się na drugich urodzinach Jareda, dostrzegli brak entuzjazmu Harry’ego, kiedy Milka zaczęła narzekać na swoją współpracownicę.
— Kobra, jak w pracy? — zapytała niby od niechcenia Gejsza.
— W porządku — odparł krótko i odwrócił się do Jareda, który ciągnął go za łokieć.
— Tata, jeść — wyartykułował chłopczyk, wbijając w ojca swoje niebieskie oczy, które były idealną kopią tęczówek Nicole.
Harry chwycił go pod pachami i posadził sobie na kolanach. Rodzice Jareda zadbali o prawidłowy rozwój chłopczyka i z pomocą wszystkich przyjaciół sprawili, że był on niezwykle rozwinięty jak na swój wiek. Bez problemów chodził i biegał, wspinał się po schodach, jadł widelcem czy pił z kubka. Łatwo można było zrozumieć, co dziecko ma na myśli, kiedy mówiło, i rozumiało każde polecenie. Jeśli kształt oczu i ich kolor odziedziczył całkowicie po matce, to włosy i rysy twarzy były odzwierciedleniem Kobry. Syriusz nie mógł podsumować tego bardziej dobitnie, gdy stwierdził, że najwidoczniej taka jest kolej rzeczy w dziedzictwie Potterów.
Kobra nałożył na swój talerz sałatkę z kurczaka i podał synowi widelec, a ten z ochotą zabrał się do jedzenia. Unikał przeszywających spojrzeń większości przyjaciół pod pretekstem nalania soku Jaredowi, a później wytarcia jego twarzy, którą chłopczyk pobrudził jogurtem. Nie mógł dłużej udawać, więc podniósł wzrok, napotykając spojrzenie Milki.
— W porządku? Tylko tyle? — zapytała.
— Mam was znowu zanudzać? — odparł, starając się unieść kącik ust, co musiało wyjść bardzo sztucznie.
— A możesz, chętnie się ponudzimy — oznajmiła Gejsza, wygodnie sadowiąc się w krześle, jakby szykowała się na długą historię.
Harry zawahał się, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Co miał im powiedzieć? Że ostatnio czuje coraz mniejszy zapał do pracy i coraz gorzej dogaduje się z szefostwem przez różnicę zdań?
— Czekamy — popędził go Żyleta, który śledził karierę Kobry z jeszcze większym zapałem niż inni, skoro to on nakręcił przyjaciela na ten konkretny zawód.
— Ymm… Przydzielili mi nowy zespół — powiedział, starając się mówić z entuzjazmem, którego w ogóle nie czuł. — Wokalista jest trochę narwany, ale ogólnie to będzie niezłe wyzwanie.
— Więc to, co lubisz, no nie? — zapytał Yom.
— Taaa — odparł, spuszczając wzrok na Jareda, który z trudem wbijał widelec w wyślizgujący się makaron.
— Co to za zespół? — zapytał Żyleta.
Two Pieces 1— odparł chłopak po chwili, jakby się tego wstydził.
Żyleta zrobił tak kretyńską minę, że Jared pokazał go palcem, wybuchając śmiechem.
— Przecież to popowe… — zaczął, a jego twarz wygięła się w grymasie wstrętu. Najwyraźniej Gejsza kopnęła go pod stołem z kostkę, bo szybko się zreflektował. — To znaczy pop.
— No co ty — odpowiedział Kobra z kamienną twarzą. — To zespół, który szybko wbije się na listy najlepszych rockowych kapel tego roku. Wokalista ma łagodny głos, ale potrafi pokazać pazur, momentami dorównując takim wykonawcom jak Matt Bellamy2. Tak mówi mój szef.
Żyleta wbijał w niego niedowierzające spojrzenie, a Kobra nie odrywał od niego wzroku, który wydawał się wyprany z wszelkich emocji.
— Rockowych kapel… Pazur… Jak Matt Bellamy… — powiedział tępo Żyleta.
Najwyraźniej Missy w czasie ich rozmowy znalazła w Internecie jedną z piosenek zespołu, ponieważ z jej telefonu popłynęły pierwsze nuty utworu. Harry skrzywił się lekko, odwracając spojrzenie od przyjaciela, który miał wrażenie, że chłopak naprawdę się wstydzi. Wszyscy szybko zrozumieli, dlaczego ta rozmowa przebiegła w taki sposób, kiedy z głośnika rozbrzmiał głos wokalisty. Draco chrząknął, najwyraźniej z trudem gryząc się w język.
— Weź to wyłącz — powiedział cicho Kobra, kiedy artysta zawył w trakcie wejścia do refrenu. Zapadła cisza. Dexter chrząknął jeszcze raz. — Nic nie mówcie — wydukał jeszcze Harry, zanim postawił Jareda na ziemi i zniknął za drzwiami wyjściowymi, biorąc po drodze paczkę papierosów.
Siedzieli w ciszy jeszcze kilka chwil.
— Przecież on się nie zajmuje takimi zespołami — wymamrotała wreszcie Gejsza.
— Jakiś czas temu coś mamrotał, że dostaje jakieś łagodniejsze kapele i niezbyt mu się to podoba, ale starał się myśleć o tym pozytywnie. Dopiero teraz najwyraźniej ma dosyć — odparła Nicole.
— Niech odmówi — rzekł Szatan. — Przecież zdarzało się, że nie zgodził się przyjąć kogoś pod opiekę, gdy uznał, że to nie jego bajka.
— Niezbyt dużo mówi na ten temat, ale wydaje mi się, że od pewnego czasu szefostwo wywiera na nim presję i nie ma wyboru. Słyszeliście ostatnią dziewczynę, z którą współpracował? Wkurzał się, bo szef naciskał na niego, żeby złagodził piosenkę. Wyszła z tego typowa komercja, a jak Kobra trafia na utwór w radiu albo w telewizji, od razu przełącza kanał, bo nie może tego słuchać.
— Zawsze był dumny z tego, co stworzył z jakimś zespołem — mruknął Syriusz.
— Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu musi się ograniczać, bo tego od niego wymagają — westchnęła. — Zawsze po powrocie do domu gadał jak natchniony i często siadał do swojego sprzętu, żeby nie umknął mu jakiś pomysł. Teraz tego nie widzę. Wraca nachmurzony, a gdy pytam, jak było w pracy, tylko coś odburkuje.
Wszyscy zerknęli w stronę wracającego z podwórza Kobry. Usiadł na swoim poprzednim miejscu, nie patrząc na nich.
— Szefunio nic nie mówił o jakiejś akcji? — zapytał, najwyraźniej chcąc zmienić temat.
— Kobra…
— Nie chcę o tym gadać. Muszę ugryźć się w język  i robić swoje, chociaż nie zawsze mi się to podoba. I tyle.
— Zawsze chciałeś spełniać się zawodowo — powiedział Żyleta ze zmarszczonymi brwiami. — Teraz robisz to, co ci każą. Nie tego chciałeś.
— I co zrobię? — odparł już lekko zdenerwowany. — Powiem im, że mają się pieprzyć i robić wszystko po swojemu? Nie wydadzą tego, co stworzę, jeśli im się to nie spodoba, rozumiesz? Będę promować takie dziadowskie zespoły jak te dupki z Two Pieces, bo liczą na kasę. Nic innego już się nie przyjmie w tym cholernym studiu.
Zapadła chwila ciszy.
— Dupki — powtórzył Jared.
Yom parsknął śmiechem.
— Nie wolno tak mówić, smyku — powiedział Harry w stronę syna.
— Olej to studio — oznajmił twardo Żyleta, kiedy Jared pobiegł do kuchni po zabawkę. — Cholera, nie o to w tym wszystkim chodziło, żebyś robił wszystko pod publikę.
— I będę siedział na dupie albo pracował w markecie? — parsknął.
Żyleta patrzył na niego przez moment, a później w jego oczach pojawił się błysk, który trochę zaniepokoił Kobrę.
— Otwórz swoje studio.
Harry wybuchnął śmiechem, jednak nikt więcej nie uznał tego za zabawne.
— Uderzyłeś się w głowę? — zapytał brunet. — Myślisz, że to takie łatwe? Mam jeszcze mleko pod nosem, jeśli chodzi o ten zawód.
— No i co z tego? — odparował Dexter. — Mleko pod nosem, ale do czego już doszedłeś! Mało kto pochwali się takim dorobkiem muzycznym i tyloma sukcesami w tak młodym wieku.
— Kochasz to. Potrafisz to robić. Nie liczy się to, że nie masz tak wielkiego doświadczenia jak twoi szefowie — dodał Łapa. — Im sodówa uderzyła do głowy, sam dałeś nam to do zrozumienia. Tobie nie zależy na pieniądzach. Po prostu chcesz to robić dla samej satysfakcji. Tym się różnicie. Niejeden zespół to doceni.
Harry spojrzał na Nicole, jakby szukał u niej wsparcia, ale ona uśmiechała się lekko, dając do zrozumienia, że popiera pomysł Żylety. Został na polu bitwy sam.
— Jesteście walnięci — westchnął.
— Po prostu to przemyśl.
Zapadła cisza, która została przerwana wbiegającym do pomieszczenia Jaredem, który wykrzykiwał:
— Dupki! Dupki! Dupki!

Bardzo często szefostwo zapraszało na rozmowy z zespołami, którymi byli zainteresowani, swoich producentów mogących być najbardziej zaciekawionymi kapelą. Harry miał zamiar iść do domu zaraz po spotkaniu, w którym nie miał szczególnej ochoty uczestniczyć. Takie były jednak zalecenia szefa, więc musiał się do nich dostosować. Ruszył w stronę sali konferencyjnej, pogrążając się w smętnych myślach.
Przed chwilą skończył sesję z Two Pieces i miał ochotę wrócić do domu, położyć na łóżku i czekać, aż ktoś się nad nim zlituje i wbije mu nóż w serce. Albo uszy, żeby nie musiał więcej słuchać wycia faceta, który uznawał się za nieprzeciętnie uzdolnionego. Harry starał się dać mu do zrozumienia, co robi źle, ale ten był tak zadufany w sobie, że nic do niego nie docierało. Kobra nie wyobrażał sobie, jak ma się podpisać pod tym, co właśnie tworzył. Zmienię pseudonim artystyczny, żeby nikt nie myślał, że to ja, uznał, zatrzymując się przed drzwiami sali konferencyjnej. Nacisnął klamkę z ciężkim westchnięciem, spodziewając się kolejnego zespołu z wyjącym jak Remus w trakcie pełni wokalistą. Nie obrażając Lunia.
A nie, jednak będzie miałcząca jak rodząca kotka panienka, pomyślał pesymistycznie, dostrzegając ładną kobietę, najwyżej trzydziestopięcioletnią z długimi blond włosami ułożonymi w fale. Kiedy zerknął na pozostałych członków zespołu, poczuł iskierkę nadziei. Metal. Oni grają metal. Ciężkie kamizelki i glany były niemal nieodłącznym elementem metalowców, więc miał nadzieję, że doświadczenie go nie zmyli. Ich wizerunek łagodziła jednak blondynka, kompletnie nie pasując wyglądem do tak ostrego grania. Mimo to poczuł niemałe zaciekawienie.
Szef zaprosił go do środka i przedstawił go zespołowi jego pseudonimem artystycznym, a później wskazał krzesło. In This Moment3. Dobra nazwa, podsumował Kobra, siadając.
— Pozwolicie, że zanim przejdziemy do rozmowy, zaznajomimy szybko Jamesa z waszą twórczością — oznajmił szef.
Puścił utwór zespołu, a serce Harry’ego niemal zapiało z radości. Najwyraźniej niepozorna blondyna miała głos jak demon, maksymalnie skupiając na sobie uwagę. Muzyka była miodem na jego uszy po sesji z Two Pieces. Spojrzał na swojego szefa, chcąc wywrzaskiwać do niego, że bierze ich do siebie bez dwóch zdań, ale coś w jego minie Harry’emu się nie spodobało. Entuzjazm trochę zmalał.
— Jesteś zainteresowany? — zapytał mężczyzna, a Kobra powoli skinął głową, obserwując go z niepokojem. Szef spojrzał na zespół, więc Harry zrobił to samo. — Jak sami widzicie, macie szanse, jednak jest jedna sprawa.
— Słuchamy — odparła kobieta.
Aniele, co za głos.
— Musicie złagodzić swój wizerunek i muzykę. Inaczej się nie sprzedacie.
— Co?! — palnął Harry, zanim zdążył się powstrzymać.
Szef posłał mu miażdżące spojrzenie, uciszając go. Kobra patrzył na niego tępym wzrokiem, nie wierząc w to, co usłyszał.
— W takim razie myślę, że się nie dogadamy — oznajmiła wokalistka, nie zdradzając gestem czy słowem swojego zawodu.
— To mój jedyny warunek.
— Na który się nie zgodzimy.
Harry ledwo słyszał dalszy ciąg rozmowy, starając się wymyślić coś, co przekona szefa do zmiany zdania, ale po głowie tłukło mu się tylko jedno słowo: kasa.
— Szefie, zmiana wizerunku i muzyki zniszczy cały całokształt zespołu — powiedział w końcu. — Tylko w taki…
— Podjąłem już decyzję.
Harry z trudem przełknął ślinę i znowu nie powstrzymał się przed wypowiedzeniem kolejnych słów:
— W takim razie nie jestem już zainteresowany.
Wstał i wyszedł, mając gdzieś zaskoczone spojrzenie szefa.
Zatrzymał się przed wejściem do studia i sięgnął po papierosa. Gdy spalił jednego, zabrał się za drugiego.
— Po*eb! — warknął wreszcie do siebie i kopnął stojący obok kosz na śmieci, który wywrócił się z łomotem. — Pieprzony materialista.
Rzucił fajkę na ziemię i ruszył do samochodu. Wsiadł i głośno trzasnął drzwiami w momencie, gdy zespół wyszedł ze studia. Zdołał usłyszeć, że nie zgodzili się na warunki jego szefa, zanim odjechali.
— I, ku*wa, bardzo dobrze.
Odjechał z piskiem opon.

Zaraz po wejściu do domu wiedział, że mają gości. Wszedł do salonu z grobową miną i dostrzegł Żyletę oraz Gejszę siedzących przy kawie. Jared układał na podłodze klocki pod obserwacją Nicole. Wymamrotał powitanie, kierując się do sypialni.
— Hej, gdzie idziesz? — zapytała Nicole.
— Powyć z rozpaczy albo coś roz*ebać. Jeszcze nie zdecydowałem.
Zamknął się w pokoju i rzucił na łóżko, nie mając ochoty na nic więcej. Po chwili sięgnął po laptopa i wyszukał w Internecie kilka informacji o In This Moment. Do tej pory wydali jedną płytę, która trafiła do małego grona odbiorców. Kiedy Harry pobieżnie odsłuchał kilka piosenek, stwierdził, że zasłużyli na o wiele większy rozgłos. Trafił na piosenkę, którą włączono mu z studiu i wpadł w taką furię, że cisnął laptopem o podłogę.
— Jeb*ny pi*dzielec!
Sięgnął po fajkę i zapalił, chociaż starał się tego nie robić w domu i zwykle wychodził na podwórko. Drzwi otworzyły się.
— Co ty wyprawiasz? — zapytała ze zdumieniem Nicole, dostrzegając rozwalonego na kawałki laptopa.
Pokręcił głową, odwracając się od niej, nie potrafiąc dobrać w słowa tego, co aktualnie czuł. Objęła go od tyłu, przytulając się do jego pleców.
— Co się dzieje?
— Nigdy nie myślałem, że znienawidzę to, co robię — wydukał wreszcie. — Miałem sesję z tym popowym szajsem. Kompletna katastrofa, czego się spodziewałem. Na koniec dnia miałem wziąć udział w spotkaniu z zespołem. Wchodzę, a tam siedzi niepozorna blondyna w otoczeniu metalowców. Puścili mi piosenkę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak mnie wbiło w siedzenie, gdy usłyszałem czyjś śpiew. Ten mój pieprzony szef pyta, czy jestem zainteresowany, jakby nie wiedział. A wiesz, co on na moje potwierdzenie? Że zespół musi złagodzić wizerunek i muzykę, bo się nie sprzedadzą. — Roześmiał się histerycznie. — Nawet metalowy zespół chce zmienić na pop.
— Zgodziłeś się?
— Powiedziałem, że już nie jestem zainteresowany i je*nąłem drzwiami. Zespół też się na to nie zgodził, więc odeszli z kwitkiem.
— Co to za zespół? — zapytał Żyleta, który pojawił się w drzwiach razem z Gejszą.
Najwyraźniej słyszeli wszystkie jego słowa.
— Pewnie nie znasz. Sam słyszałem ich pierwszy raz i dopiero zaczynają karierę. In This Moment.
Żyleta pokręcił głową, dając do zrozumienia, że rzeczywiście ich nie zna. Przeszli do salonu, gdzie znajdował się laptop Nicole. Kobra odtworzył piosenkę o nazwie Blood, która, tak jak przypuszczał chłopak, zrobiła niemałe wrażenie.
— Nie wiem, jak mógł kopnąć ich w dupę — powiedział Harry, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Nicole zabrała mu komputer i zaczęła coś szybko pisać. Później poszła do jego mini studia i usłyszeli działanie drukarki. Wróciła z jedną kartką, którą twardo położyła przed swoim mężem. Na samej górze, drukowanymi literami, napisane było słowo WYPOWIEDZENIE.
— Podpisuj — zarządziła, podając Kobrze długopis. Spojrzał na nią z uniesioną brwią. — Dalej. Masz kopnąć w dupę tę fujarę i robić to, co kochasz. Podpisuj.
Harry pomyślał o wszystkich zespołach, z którymi tworzył, dzięki którym się wybił. Przypomniał sobie swoją dumę, kiedy słuchał tych piosenek. Przypomniał sobie, jak Yom, który nie słuchał metalowej muzyki, katował jeden z utworów, który współtworzył. Przypomniał sobie wszystkie koncerty, na które został zaproszony i słuchanie tych piosenek na żywo. A później stanęła mu przed oczami twarz wokalisty Two Pieces, a następnie wokalistki In This Moment.
— Pie*dolić — stwierdził i podpisał się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
— Jutro kładziesz to na jego biurku, a później idziemy obejrzeć ten pusty lokal do wynajęcia ulicę dalej — zarządziła Nicole. — Rozkręcisz takie studio, że wszystkim pójdzie w pięty.

Mina szefów, kiedy Harry podetknął im pod nosy swoje wypowiedzenie była pocieszeniem za te ostatnie miesiące nieporozumień i spięć. Nagle okazało się, jak bardzo Kobra jest cenny i jak wielką stratą będzie jego odejście, ale nie miał zamiaru się wycofać. Oznajmił dobitnie, że ma dosyć szajsu, który jest zmuszony produkować i wyszedł. Nie obchodziły go kontrakty czy okresy wypowiedzenia. Nicole nastawiła go, że ma od ręki wszystko zostawić, nawet jeśli miałby zapłacić karę pieniężną. Mógł sobie na to pozwolić, gdyż miał sporą kasę z akcji, dlatego nie miał zamiaru dłużej słuchać zrzędzenia szefów.
Wszedł do swojej kwatery tylko po to, żeby zabrać swoje rzeczy, a później pożegnał się ze studiem raz na zawsze. Od razu pojechał na ulicę, gdzie znajdował się lokal do wynajęcia. Na miejscu czekali na niego Nicole oraz Żyleta, który całym sercem zaangażował się w sprawę rozkręcenia studia nagraniowego Kobry.
Kwatera okazała się na tyle duża, że Harry z łatwością wyobraził sobie całe rozstawienie sprzętu. Łazienka nadawała się do remontu, ale to nie był dla niego żaden problem. Niewielkie pomieszczenie miało stać się jego biurem. Sprawę wynajęcia załatwili od ręki. W domu zamówił przez Internet najlepszy sprzęt, więc pozostało mu czekać na przesyłkę.
Wszyscy jego najbliżsi zaangażowali się w całe przedsięwzięcie i już dzień później stawili się w wynajętym lokalu, żeby pomóc mu doprowadzić wszystkie pomieszczenia do porządku. Dziewczyny chwyciły pędzle i puszki z farbami, natomiast męska część towarzystwa zajęła się cięższą pracą. Każdy z nich z niemal dziką radością dobrał się wielkiego młota, żeby wyburzyć część ściany, która miała być zastąpiona szybą, dzięki której Kobra miał mieć kontakt z artystami w trakcie nagrań. Kilka dni później dostarczono cały zamówiony sprzęt. Poza Harrym wszyscy patrzyli na niego z ogłupiałymi minami, nie wiedząc, co do czego służy i jak to rozmieścić, więc musiał ze szczególną uwagą wszystko kontrolować. W trakcie gdy jego przyjaciele zajęli się wykończeniem i posprzątaniem łazienki oraz jego biura, on skupił się na odpowiednich ustawieniach całego sprzętu, by prawidłowo roznosił się dźwięk.
— Widać, że tego chce, ale nie jest pewny, czy to była dobra decyzja — zauważyła Gejsza, stojąc na drabinie i wieszając zasłony w biurze Kobry.
— Przyznam, że spodziewałem się trochę… mniejszego przedsięwzięcia — odpowiedział na to Zeus. — Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że jego praca wygląda tak, jak wygląda.
— Jeden komputer, głośnik i mikrofon, nie? — zaśmiał się Blaise.
— Mniej więcej — odparł, pukając się w głowę na swoją głupotę.
— To dla nas wygląda tak przerażająco — odpowiedziała Nicole, zeskakując z krzesła na ziemię i przyglądając się, czy prosto przyczepiła kolaż przedstawiający ulubionych artystów Kobry. — On wie, co do czego służy, więc patrzy na to jak na pilot od telewizora. Gorzej z jego wiarą w siebie, bo z nas wszystkich on chyba najmniej wierzy, że to wypali.
— Chyba najlepiej z nas wie, ile jest z tym pracy — zauważyła Viki. — Ale ma tyle samozaparcia, że na pewno da radę. Najgorsze są początki.
Nim ktokolwiek zdążył coś jeszcze powiedzieć, po całym budynku rozniosły się dźwięki rockowej piosenki.
Jakiś czas później postanowili zakończyć pracę na dzisiaj, dlatego poszli do Kobry, który chyba nie miał zamiaru ściszyć muzyki. Zastali go siedzącego przy laptopie, lecz tylko wpatrywał się w monitor, jakby nad czymś się zastanawiał. Nicole podeszła do niego od tyłu i zajrzała mu przez ramię. Nie poczuła zdziwienia, kiedy zauważyła, że wyszukał termin najbliższego koncertu In This Moment.
— Ściągniesz ich do studia? — zapytała.
— Może jeszcze nikogo nie znaleźli, a w sumie to przez nich to wszystko — podsumował.
— To co? Teraz klub na odetchnięcie po ciężkiej pracy? — zaproponował Szatan, a wszyscy przystali na to z ochotą.

Trzy dni później Kobra wsiadł do auta i pognał do klubu, w którym In This Moment grali koncert. Zakupił wejściówkę i wszedł do środka, zajmując miejsce z tyłu lokalu.
Tak jak się spodziewał, zespół na żywo zrobił na nim olbrzymie wrażenie, więc tylko upewnił się w swojej decyzji. Nie spieszył się do domu po koncercie, domyślając się, że niedługo wyjdą z garderoby. Nie mylił się. Pojedyncze osoby skorzystały z okazji, żeby porozmawiać z artystami i zdobyć autograf. Później Kobra podszedł do wokalistki, która natychmiast go rozpoznała.
— Na żywo robicie jeszcze większe wrażenie — zagadnął.
— Robimy, co możemy — odpowiedziała z uśmiechem. — Trafiłeś tutaj przypadkiem?
— Nie. Szukałem was, bo mam dla was propozycję. — Podał kobiecie swoją wizytówkę, którą odebrała. — Jeśli nadal szukacie producenta, dajcie znać.
— Jasno dał nam do zrozumienia, że nie podpisze z nami umowy .
— Nie jestem tutaj w jego imieniu, więc bez obaw. Czekam do piątku. Później stwierdzam, że nie jesteście zainteresowani.
Kobieta skinęła głową, a Harry wycofał się, robiąc miejsce kolejnym zainteresowanym fanom.

Na telefon czekał zaledwie jeden dzień, a już dwa dni później siedział w swoim biurze, rozmawiając z zespołem o warunkach współpracy.
— Nie złagodzimy swojego stylu. Chcemy grać to, co czujemy — powiadomił gitarzysta niemal na samym wstępie.
— Nie chcę, żebyście to robili. Według mnie to byłaby głupota — przyznał Harry. — Nie chcę komercji. To nie mają być radiowe hity. Wiadomo, będziemy się starać was rozsławić, ale na pierwszym miejscu stawiam dobrą muzykę, nawet jeśli to miałoby wiązać się z mniejszym rozgłosem.
— Myślę, że się dogadamy.
Dość szybko wszystko uzgodnili, więc umowa została podpisana, a gdy zespół wychodził ze studia, Kobra nie wiedział, kto jest szczęśliwszy.

Nicole z uśmiechem dostrzegła powracający zapał męża w związku z pracą. Znowu non stop mówił o tym, co się u niego dzieje, dzielił się z nią przemyśleniami, puszczał jej fragmenty stworzonych z In This Moment piosenek. Wróciła mu radość z tego, co robi, a ona była szczęśliwa, że na nowo się spełnia. Jednocześnie zauważyła, że chłopak nie tylko skupił się na tworzeniu muzyki, lecz stara się rozsławić zespół. Uruchomił swoje kontakty, które zdobył w trakcie pracy w wytwórni i szepnął kilka słówek różnym osobom. Dostrzegła nawet, że szuka reżyserów teledysków i zwróciła mu uwagę na to, że wykracza poza swoje kompetencje. Zastanowił się nad jej słowami, ale później wzruszył ramionami i szukał dalej.
— Mam pewien pomysł, ale powiem ci o nim dopiero za jakiś czas, jeśli pewne rzeczy poukładają się po naszej myśli — oznajmiła jakiś czas później i chociaż był bardzo ciekawy, nie pisnęła nawet słówkiem.
Nim się obrócił, płyta była w większości gotowa. Czuł ekscytację, widząc, że jego pierwszy projekt jako szef własnego studia bliski jest całkowitej realizacji.
Był w trakcie nagrania, myślami już będąc w klubie, gdzie miał odbyć się rockowy koncert zorganizowany przez Szefunia z pomocą ekipy, gdy zadzwonił jego telefon.
— Dajcie radę? — zapytał na wstępie, wiedząc, że dzwoniący akurat Żyleta jest głównym szefem całego przedsięwzięcia i właśnie biega po klubie, by zapiąć wszystko na ostatni guzik.
— Nie dajemy — odparł niemrawo. — Support nie przyjedzie.
— Czemu?
— Nawalił perkusista.
— Cholera, to słabo. Koncert bez supportu to jak wódka bez procentów. I co teraz?
— Nie znasz kogoś, kto szarpnąłby się na szybki koncert?
Harry przetarł twarz dłonią, starając się jak najszybciej przypomnieć sobie wszystkie osoby, które mógłby pójść na taki układ. A później jego wzrok padł na Marię, wokalistkę In This Moment.
— Załatwię kogoś. Zajmij się resztą — powiadomił i się rozłączył, a później obrócił się do zespołu. — Chcecie zagrać dzisiaj koncert jako support?

W trakcie gdy In This Moment wrócili do swoich domów, żeby zabrać ze sobą swoje koncertowe fatałaszki, Harry pognał do klubu. Wbiegł do środka z rozwianymi włosami, wiedząc, że nie ma za dużo czasu. Gdy tylko Żyleta go zobaczył, niemal z rozpaczą na twarzy wyjęczał:
— Masz kogoś?
— Mam. Daj mi tylko duże auto, żebyśmy mogli się zapakować.
Żyleta pognał po kluczyki do busa, nawet nie pytając, jaki to zespół, i już po chwili był z powrotem. Harry w tym czasie zdążył tylko zobaczyć krzątających się po klubie przyjaciół, a później zabrał kluczyki i pobiegł do podziemnego garażu. Wrócił do studia i zaczął pakować cały sprzęt. Zespół bardzo szybko do niego dołączył, więc praca ruszyła pełną parą. Gdy wszystko było w środku, Kobra wsiadł za kierownicę i ruszył z piskiem opon, a po chwili byli na miejscu. Weszli do klubu, a Żyleta niemal zemdlał z ulgi.
— Chłopaki, pomóżcie ze sprzętem! — ryknął na cały klub, a Yom, Szatan, Blaise, Zeus, Alan, Jery, Dexter i Aaron pojawili się jak za dotknięciem różdżki. Najwyraźniej Żyleta zrobił im piekło w trakcie tych chwil niepewności i woleli mu się nie sprzeciwiać. — Róbcie, co musicie, my zajmiemy się sprzętem — powiedział do zespołu, a później spojrzał na Kobrę. — Support zostawiam na twojej głowie, stary. Też rób, co musisz. — I pognał za chłopakami.
Harry poprowadził zespół w głąb klubu.
— Pansy! — zawołał, dostrzegając przyjaciółkę pomiędzy stolikami. — Pomożesz Marii się przygotować?
— Jasne — odpowiedziała, natychmiast do nich podchodząc. — Pierwsze dwie garderoby po prawej — powiadomiła go.
— Ułożę wam setlistę i pomogę chłopakom ze sprzętem — rzekł Harry do zespołu, zanim Pansy przejęła po nim pałeczkę.
Zabrał od Monici kartkę oraz długopis i szybko stworzył setlistę z najlepszych utworów In This Moment, łącząc ze sobą piosenki z pierwszej i nowej płyty. W tym czasie chłopaki wnieśli sporą część sprzętu, więc pomógł im to wszystko ustawiać.
— To ten twój zespół? — zapytał Yom, gdy razem przesuwali perkusję. Harry pokiwał głową. — Wyglądają niepozornie, szczególnie blondyna.
— Ale rozpie*dolą klub.
Yom zaśmiał się w odpowiedzi, wierząc mu na słowo.
Harry nie wątpił, że część jego przyjaciół pomyślała w taki sam sposób.
— Na pewno Maria da radę przed takim ostrym zespołem? — zapytał trochę niepewnie Żyleta.
Zeus i Missy rzucili w ich stronę równie niepewne spojrzenia. Harry obserwował to w ciszy, a później westchnął i otworzył drzwi, które prowadziły do garderób.
— Maria, możesz przyjść na moment. — Pojawiła się z gotowym makijażem nałożonym na twarzy i nagle z łagodniej kobiety stała się ostrą twardzielką. — Chcemy sprawdzić mikrofon, a Nicole ma zbyt łagodny głos, żeby sprawdzić te mocniejsze dźwięki. Możesz zaśpiewać refren Burn?
— Jasne.
Nicole zrobiła jej miejsce przy mikrofonie, mrugając do Kobry. Maria stanęła na jej miejscu i zaśpiewała tak, że Żyleta usiadł na stojącym za nim fotelem.
— W porządku, nie? — zapytał Harry z uśmiechem, a wszyscy pokiwali głowami, jakby odebrało im mowę. — Dzięki — dodał do Marii, która skinęła głową i wróciła do siebie. — Naprawdę nie patrzcie na to, jak wygląda — podsumował, otwierając swojego laptopa, z którego miało polecieć intro.
Na scenie pojawili się członkowie głównego zespołu.
— James? Cześć, stary.
— Nie wiedziałem, że zmieniłeś zespół — odparł na to zaskoczony Harry, ściskając dłoń gitarzysty.
— Trochę się poróżniliśmy z chłopakami. Słyszałem, że podobnie było z twoim szefem. Byliśmy w waszym studiu, a tu taka wiadomość. Szybko się ulotniliśmy, gdy usłyszeliśmy gadanie kolesia, który wskoczył na twoje miejsce — zaśmiał się. — Zrobili się strasznie łasi na kasę.
— Dlatego właśnie dałem stamtąd nogę.
— Siedzisz w branży?
— Założyłem swoje studio, więc tak. Tyle że teraz nikt mnie nie hamuje.
Gitarzysta roześmiał się.
— Nie wątpię. Nie zapomnę twojego wybuchu, gdy szef oznajmił, że na to darcie nie da kasy.
Harry parsknął.
— Już wtedy zaczynał mnie wkurzać.
— A wziąłeś się tutaj…?
— Zwinąłem zespół, z którym akurat współpracuję i na alarmie przyjechaliśmy na zastępstwo.
— Dziewczyna pokazała niezłą próbkę swojego głosu.
— No nie? — odparł Harry, a Żyleta, Dexter i Nicole, którzy z boku ich słuchali i obserwowali, dostrzeli nagły błysk w jego oku. — Dopiero zaczynają, ale mają potencjał.
Gitarzysta pokiwał głową, słysząc nawoływania pozostałych członków zespołu, którzy chcieli zrobić próbę.
— Przekonamy się już niedługo — stwierdził z uśmiechem. — Słuchaj, z chłopakami szukamy producenta. Byliśmy u was w studiu, bo liczyłem, że się z tobą dogadamy, ale wyszło jak wyszło.
Harry podłapał aluzję, słysząc zniecierpliwienie pozostałych muzyków.
— Pogadamy po koncercie.
Gitarzysta skinął głową i wspiął się na scenę. Nicole uwiesiła się na ramieniu Kobry.
— Mówiłam, że to wypali — oznajmiła z uśmiechem, dając mu całusa w policzek. — Ludzie sami zaczną do ciebie przychodzić.
A później pobiegła do Gejszy i Milki, zostawiając zadowolonego chłopaka, który w głowie miał już gotowy plan.
Kobra nic nie mógł poradzić na to, że zaczął się denerwować. Wiedział, że widownia już czeka na otwarcie drzwi, a jego powoli zżerał stres, czego starał się nie pokazywać przy zespole. Brak próby jeszcze bardziej wszystko nakręcał, ale nie było na to czasu. Był pewny kapeli, ale mimo wszystko coś ściskało go w żołądku.
— Kobra, nienawidzę, jak się stresujesz — wycedził Żyleta, gdy usiedli na kanapie, czekając na wejście widowni. — Wtedy mam wrażenie, że dzieje się coś poważnego.
Gdy wbiegła pierwsza osoba i dorwała barierki przy scenie, Harry stwierdził, że pójdzie do zespołu. W garderobie ekscytacja mieszała się ze stresem, ale nikt nie wpadł w panikę, co było dobrym znakiem.
Aż nadszedł ten czas.
Harry zajął miejsce przy laptopie, a po chwili obok niego zjawił się Żyleta. Zgasły światła padające na scenę, a zespół wkroczył na podest, zajmując swoje miejsca. Kobra zerknął na przyjaciela, który skinął głową, dając przyzwolenie na rozpoczęcie występu. Wcisnął play, a z głośników poleciało intro Salvation.
— Mam, ku*wa, ciary! — krzyknął do Kobry podekscytowany Żyleta i na potwierdzenie pokazał mu rękę, na którym włoski stały jak naelektryzowane.
Harry zaśmiał się w odpowiedzi. Intro zamieniło się w Blood, a stłumione światła padły na scenę. Kobra i Żyleta wrócili do przyjaciół. Nicole ścisnęła swojego męża za rękę, ale on już się nie stresował, bo wystarczyły mu twarze przyjaciół, by wiedział, że wszystko jest w porządku. Widownia głośno wiwatowała, zanim zespół zaczął grać Bones. Ludzie się bawili, a to było najważniejsze. Żyleta po raz drugi pokazał Kobrze rękę z stojącymi włoskami, a gdy zaczęło się Joan of Arc, zapomniał, że ma kontrolować sytuację i dołączył do szalejącego tłumu. Nicole puściła dłoń Kobry, a ten obejrzał się, gdzie dziewczyna idzie. Zaśmiał się, widząc, że stojący za nim przyjaciele również dali pochłonąć się muzyce. Szefunio podszedł do niego tylko po to, by powiedzieć:
— Dobra robota, Młody.
I Harry czuł, że naprawdę tak było, że jego praca nie idzie na marne, że robi to, co kocha i potrafi to robić. Jego serce biło jak szalone, z ust nie schodził uśmiech. Zniknął wszystkim z oczu, by puścić wstęp i zakończenie Black Widow, a później do nich wrócił.
— Użyczyłeś im głosu! — krzyknęła Missy. — Słyszę to nawet po przeróbkach!
Perkusja i gitary ucichły. Najwyraźniej Maria postanowiła odezwać się w imieniu całego zespołu.
— Nie byłoby nas tutaj, gdyby nie zbieg okoliczności, ale też pewna osoba. Kolejną piosenkę chcielibyśmy zadedykować komuś, kto poświęcił nam czas, gdy nikt inny tego nie zrobił. Komuś, kto napędzał nas do działania, gdy chcieliśmy zrezygnować. Komuś, kto uwierzył w nas, chociaż my nie wierzyliśmy w siebie. Wiesz, że chodzi o ciebie. Wiemy, że to twój ulubiony utwór.
Rozbrzmiały pierwsze nuty Half God Half Devil, a usta Harry’ego uniosły się w górę.
Uwierzył, że wszystko się uda.

— Jesteś, ku*wa, geniuszem!
  Harry zaśmiał się, widząc podekscytowanie Żylety. Widownia głośno klaskała, żegnając In This Moment, którzy schodzili ze sceny. Ekipa i elita bili brawa razem z nimi, a Zeus wrzeszczał na całe gardło. Kobra zostawił to wszystko za sobą, przedostając się do garderoby kapeli, gdzie pogratulował im świetnego występu. Później wypili po kieliszku szampana, a Harry dał im znać, jaki ma plan.
Po koncercie głównej gwiazdy część widowni wyszła, inni zostali, jak to zwykle bywało. Kobra zauważył, że In This Moment przyszli na salę, by porozmawiać z ludźmi, którzy tłumnie zbierali się obok nich. Podobnie było z drugim zespołem, ale Harry nie zdziwił się, gdy gitarzysta odnalazł go przy stoliku ekipy. Czas wcielić plan w życie.
— I jak wrażenia? — zapytał na wstępie.
— Miałeś absolutną rację. Mają naprawdę duży potencjał — stwierdził z uznaniem.
— I nieźle rozgrzewają ludzi, no nie?
Mężczyzna zaśmiał się.
— Rozgryzłeś mnie, a ja rozgryzłem ciebie. Wzięlibyśmy ich na trasę po Anglii jako support.
Gejsza z uśmiechem pokręciła głową, widząc, jak Kobra potrafi wszystko obrócić w odpowiedni sposób i załatwić to, co chce.
— Nie wątpię, że będą chętni.
— A co do drugiej sprawy…
— Muszę dokończyć z nimi płytę, później możemy się dogadać. — Kobra podał mężczyźnie swoją wizytówkę. — Odezwijcie się w tej sprawie za jakiś miesiąc, okay? — Podłapał wzrok Marii i lekko kiwnął jej głową, żeby podeszła. — Wtedy powinienem być już wolny. Chyba nie mieliście okazji się poznać.
Ekipa i elita obserwowały kątem oka, z jaką swobodą Kobra łapie kontakty i zapoznaje ze sobą nowe osoby, by coś w ten sposób zyskać. Od dawna wiedzieli, jaki jest, ale teraz przekonali się, że w trakcie pracy bardzo mu się przydaje ta cecha. W końcu stanęło na tym, że oba zespoły zaczęły rozmawiać o wspólnej trasie, a zadowolony Harry wycofał się, mówiąc na odchodnym:
— Idźcie i rozmnażajcie… — gdy wszyscy na niego spojrzeli, dokończył: — dobrą muzykę.
Roześmiali się szczerze, a Kobra wrócił do stolika.
— Misja wykonana. Teraz mogę się nawalić.
— Pamiętasz, jak mówiłam ci o pomyśle, ale dodałam, że powiem ci o nim dopiero wtedy, gdy coś sprawdzę? — zapytała Nicole, kiedy usiadł obok niej. Potwierdził skinieniem głowy. — Widząc tę sytuację, upewniłam się przy tym. Nie myślałeś nad tym, żeby nie skupiać się tylko i wyłącznie na byciu producentem, ale też… żeby prowadzić nowe zespoły? Samo z siebie wychodzi ci wkręcanie zespołu do popularniejszego towarzystwa, bez problemu znajdujesz osoby, które mógłby z nimi współpracować, a niektóre kapele nie wiedzą, od czego mają zacząć. Mógłbyś to połączyć, bo i tak robisz to sam z siebie.
Harry zastanowił się chwilę nad tym pomysłem.
— To nie jest głupia myśl — zauważył Łapa.
I Kobra musiał przyznać mu rację.

Nie miał pojęcia, jakim cudem minęło kilka miesięcy od rozkręcenia studia nagraniowego. Zakończył pracę nad płytą In This Moment, która trafiła już na półki sklepów muzycznych, był w trakcie pracy z zespołem znajomego gitarzysty, a oba zespoły już niedługo miały jechać na wspólną trasę koncertową. Dostał od nich nawet podwójne zaproszenie na jeden z występów. Najwyraźniej informacja o jego studiu trafiła do kapel, z którymi kiedyś współpracował, bo dostał już dwa telefony od znajomych artystów.
— Oczywiście, że będą dzwonić. W końcu widzieli, jak podchodzisz do tworzenia muzyki i to docenili — oznajmiła Nicole po kolejnym takim telefonie. — Niedługo będziesz musiał zatrudnić kogoś do pomocy — zaśmiała się, ale on pokręcił lekko głową.
— Nie chcę — przyznał. — Przemyślałem to wszystko i nie chcę tworzyć jakiegoś wielkiego studia. Chcę po prostu skupić się na muzyce i nie przejmować się, co wyprawiają moi pracownicy. Chcę jednocześnie prowadzić jeden zespół, może dwa, i nie musieć oglądać się na innych. Ograniczyć się tylko do nich, ale żeby to było dobre. Jeśli będą chcieli, wprowadzić ich w to wszystko, tak jak mówiłaś. To mi wystarczy.
Spojrzał na dziewczynę, która obserwowała go z uśmiechem.
— Kocham cię za to, wiesz? Za to, że masz w sobie pasję i skupiasz się na niej, nie przejmując się tym, co powiedzą inni i ile na tym zyskasz.
Odprowadził ją wzrokiem, gdy wyszła do łazienki. Ułożył się wygodniej w łóżku, gdy zadzwonił telefon. Uniósł brwi, widząc, że to Nicole.
— Poszłaś tylko do łazienki i już tęsknisz? — zapytał.
— Dzień dobry. Czy rozmawiam z panem Evansem?
— Nikita, co ty odwalasz? — zaśmiał się.
— Chciałam zapytać, czy wyprodukuje pan moją płytę?
Parsknął śmiechem.
— Tylko jeśli zaraz tutaj pani wróci i mi się odda.
Połączenie zostało przerwane, a już chwilę później do sypialni wbiegła roześmiana Nicole. Rzuciła się na łóżko, pytając:
— Czy im szybciej się panu oddam, tym szybciej zajmiemy się płytą?
— Muszę przejrzeć terminarz, droga pani. Jestem strasznie rozchwytywany przez młode wokalistki.
— Ale ja zapłacę panu całą sobą — szepnęła, wślizgując się na niego.
— Myślę, że przystanę na takie warunki współpracy — mruknął, sięgając do jej ust.


1 nazwa wymyślona; jeśli istnieje taki zespół, nie sugerowałam się nim
2 wokalista Muse
3 istniejący zespół, ale przygarnę ich do miniaturki ;)

________________


Nie wiem, od kiedy ten pomysł panoszył się po mojej głowie. Na pewno kilkanaście miesięcy. W końcu powiedziałam koniec! i przelałam to na papier (do Worda). Pewnie zmusiła mnie do tego nowa płyta ITM. Wydaje mi się, że miniaturka jest taka trochę bez polotu, ale po co mam ją przed Wami chować.
Powoli tworzy się kolejna miniaturka. Kiedy się pojawi? Nie wiem, ale na pewno ją napiszę, bo pomysł na nią wydaje mi się świetny. Także nie zapominajcie o tym opowiadaniu w najbliższym czasie ;)
Do kolejnej! ;*